![]() |
|
Samotne śniadanie: waste na egzaminie z filozofii. Czarna kawa, bananowiec, granola suszonym granatem i Lonely Drifter Karen. Mam jakieś trzy prace do ukończenia. Idzie, jak po grudzie, przeczytałam znowu trzy średnio potrzebne książki, w tym absolutnie genialne czytadełko "Z pokorą i uniżeniem", mogę kupić ze dwadzieścia i rozdawać wszystkim chwilowo korposfrustrowanym koleżankom z naciskiem na te dni, kiedy bedą odczuwać znużenie w robocie. Po lekturze przechodzi, jak ręką odjął. Generalnie wszystko mi się miesza w głowie, szczególnie te zduszone między jednym a drugim warknięciem, między niedzielą a sobotą słowa. Nie wiem, kto powiedział, że "500 Days of summer" jest dobrym filmem, ale nadal kilka godzin po seansie mam ochotę rozerwać na strzępy, przejechać kosiarką, oblać rumem, karmelem, smołą, pierzem, podpalić. Oczywiście niestety przyznać rację, ale szczerze: wolałabym nigdy nie obejrzeć tego filmu. A teraz bede musiała go obejrzeć jeszcze raz. A doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Więc nie przyznawać się, kto mi go polecił. Tak, to nie jest mój najlepszy czas: dwa razy dziennie przy myciu zębów muszę patrzeć w lustro na zmęczoną leżeniem twarz; znowu śnił mi się mój ojciec, tym razem chyba pociął mi wszystkie meble i ubrania. Pomyślałam dziś, że chciałabym otworzyć bistro. Puszczałabym Karen, muzykę z filmów Jeunetta i dajmy na to Piazzolę, ach. (Ponieważ w filmach z Yukiko w tle przewijają się moje głośniki, poczułam się do tego tak cholernie dizajnersko, że zmyłam dwa zlewy naczyń.) Wracam do śniadania, płyta się skończyła, granola chyba rozmiękła. Czy mi się wydaje, czy idzie jednak wiosna? Pomiędzy jednym a drugim apapem leżę albo chcę:
![]() Kiedy zaczynam tylko czytać to, co napisałam, robię straszne miny i facepalmy. Można dostać zatwardzenia. Nie umiem pisać. Arecki się ze mnie śmieje. Sama się z siebie śmieję. Jedna z ostatnich rozmów z prim. (nie OSTATNICH, tylko ostatnich) była o tym, że w zasadzie nie ma już potrzeby cytować za artystą. Jednym wpada, drugim wypada, poza tym nauczyliśmy się dobierać własne słowa i stosować na potrzeby ekspresji własnych uczuć. Ale to nie do końca prawda, bo wrzucam takie ostatnie (w sensie: ostatnie) The Black Heart Procession i własne słowa nie są mi potrzebne, tym bardziej, że nie umiem tak zajebiście dawać na basie (nawet w Guitar Hero), jak oni w "Rats".
I can't sleep tonight
I see rats I can't stay alive I see the pimps I see the whores I see the thieves outside your door I look down the alley where I left my life I see rats in the sewer at night She said if I leave I won't come back She said if I leave I won't come back I can't sleep tonight I see rats I can't stay alive I can't stay alive from the devil's making room I walk from the alley where I left my life I see rats with blood in their eyes I said if you leave don't come back I said if you leave don't ever come back I can't sleep tonight I see rats I can't stay alive
Dziś miałam jakiś strasznie krępujący sen. Budziłam się co chwilę i próbowałam zlokalizować źródło dźwięków albo chociaż niepokoju; Dajana marudziła jak oszalała, darła dywan, tekturę pod butami, skamlała pod drzwiami, chrobotała w łóżku. Śniło mi się, że June śmiała się ze mnie, bo przyszłam do pracy w kurtce i rajstopach, samej srebrnej kurtce i szarych rajstopach, nic więcej. Śmiała się do rozpuku.
Kupiłam kolejne siedem książek. Niby doprowadziłam w sobotę rano mieszkanie do porządku, ale do pionu doporowadzić się - nie sposób. Przewaliwszy weekend - bo nie mogłam jakoś wyjść, jak Bacha po raz czternasty referowała zady i walety własnego traumaporodu, Kaśka opowiadała o tym, że konsystencja galarety jest dla niej ważna w procesie nieakceptowania niektórych form żywności, a prim. między jedną niezadowoloną z wyboru tematu i poziomu dyskusji* miną a drugą waliła cuba libre, a Julka - Julka nic nie opowiadała, bo Julkę bolała głowa, więc przewaliwszy noc poza domem, nie wiem, jak się ogarnąć. Przemijanie związków jest nagminne. Ciche dni c.d. Konwersacja ograniczona do: "- żyjesz?" "- tak." Anyway. Weekend w plecy, siedem książek pełnych żółtych karteczek czeka na lepsze dni, szkoda że deadline to sobota. Czarno to widzę, i nie, nie pierdolę, że nie umiem, a później dostaję piątki - czasem dostaję, a czasem nie. Teraz jest ten gorszy czas, samodyscyplina dostała w kość, zebrać się nie mogę, miałam wczoraj walić dzieło o estetyce, dziś zasuwać społeczną, tymczasem z postanowieniami wygrały: naleśniki ze szpinakiem, sałatka z pieczonego kuraka z ogórkiem i orzeszkami pinii, kawczan z lodami, świeżo wyciskany sok pomarańczowy (na chwilę postawił na nogi, ale zmęczenie i papierosowa chujówa biorą teraz górę). Idę spać. *gastroskopia - kolonoskopia - hydrokolonoterapia - jedzenie przegrzebków - jedzenie robaków - jedzenie ślimaków - rulowanie cyca w staniku - stanikomania - depilacja bikini woskiem - owłosione pachy - owłosione nogi na czerwonym dywanie - owłosienie a ginekolog - poród - seks prowadzi do porodu - nie róbcie tego - porody w Polsce - porody w szpitalu św. Zofii - poród jak oddawanie stolca - zalety posiadania dziecka a wady wyzysku zawodowego - chujowe szefowe - kobieta kobiecie wilkiem - byli mężowie - byłe żony - czy przeszłyśmy w końcu do przyjemniejszych tematów? bo nie pamiętam. Już miałam napisać, jak to cudownie odżyłam dla niesztampy, ale sukienki Desiguala i SkunkFunk, które tak bardzo-bardzo-bardzo chciałam posiąść, sromotnie przegrały starcie z kursem japońskiego w Kotonoha. Kolejne dwa wieczory out. Zostaje jeszcze pięć do zapełnienia. Znakomicie. Good. Może zatęskni. Czyli - kontynuacja passy "stara i brzydka". Nic się nie dzieje. No, oprócz tego, że waste znów wraca o piątej rano do domu. Boże, jestem taka wściekła, taka zła. Zła. Zła. Smutna. [Wkurwienia starczyło na sprzątnięcie biurka, teraz albo szybko wyjdę z chaty, i przepędzę resztę hajsu, albo zacznę płakać, i przepędzę dzień, zamiast pisać pracę z estetyki -- i co, i gówno, 03:40 p.m., a mi dopiero przestały się ze słości łapy trząść.]
* *
*
Cosię zmieniło? Co się, u diabła, zmieniło? Wszyscy, zamiast rozmawiać, walimy statementy, statusy, już nawet nie zborne notki.
Czwarty dzień NIE PISZĘ ŻADNEJ PRACY. Ale z wiadomych przyczyn nie mogłam się skupić, naprawdę, tym bardziej że w chaupie ciężko jest znaleźć ścianę bez lustra - a od wtorku przecie lustro to mój wróg, dlaego też wróciłam do makijażu, bo wymaga skupienia na detalu, nie na całości (jak z moim gotowaniem). Dziś jednak dowiedziawszy się o zbliżającej się wielkimi krokami: g a s t r o s k o p i i... no musiałam się jakoś pocieszyć. Ach, jak przyjemnie iść do fryzjera, powiedzieć, że nie chcesz się już czuć, jak kupa - i nie czuć się już, jak kupa. Cudownie! Czyli wyglądam tak samo, jak przez ostatni rok, witaj, stagnacjo, stęskniłam się! (ino krócej, ale nie martw się, bo odrośnie). Poza tym kocham wyprzedaże, mogę kupić tunikę Jackpota za w miarę jej rzeczywistą wartość, a nie milion pięćset sto dziewięćset. Obcinanie z góry do dołu przebiegło jendnak wcale sprawnie*, znaczy się zaakceptował. Może kiedyś zaakceptuje i mnie? Poza tym zakochałam się w torbach Słonia Torbalskiego. Starość. * na dzielni o takim rodzaju spędzania grosiwa mówi się czasem: "stary mnie zajebie". - popatrz! Nie patrzy, tylko całuje. - no popatrz! - ale na co? - mam żółty cień na powiekach. ładnie? - musisz pomalować je mocniej. - ale dlaczego? - bo jak jest tak jasno, to wygląda, jakby ktoś ci nasikał na powieki. ... [last minute: abstrahując, w GC, zanim wszystkiego się pozbędą z powodu upadłości, można dostać luksusową kolorówkę (z Clarinsa ma nawet sensowną, nieprzebraną rozpiętość kolorów) za połowę ceny, na przykład ww. cień za całe czydzieści pięć.] Poza tym nie moge się skupić na wszystkim, co nie jest doprowadzaniem się do porządku, oraz nie mogę się doczekać "Men Who Stare At Goats". |
Menu
[KOCHAM BLIPA] [archiwum] [księga gości] [stare teksty] [stare zdjęcia] [stare gary] [e-mail, który działa!] Blogi [Julietta] [Urosła] [Aditi] [Zazie] [Barbarella] [Dot.] [Taka Marta z muffinami] [Taka Kazia z laktatorem] [pip!] [E,bo] [Frankie] [Jaq] [Pestka] [Schludna] [Bart] [Pariaska] R.I.P.: [Milka] [Primkoska] [Mania Szewska] [Miduch] [P-li] [Się Ściemnia] [Claudije] [Fean] [Duchy] [June] [Bajka] [Greebo] [Psychosis] [Foxglove] [Abismo] [Arienka] [AO] [Fej] [Cze] [P.] [Cocoluna] Varia [macOScope] [PWNED k thx bai!] [Okultura] [PopUp] [SCREE] [this panda fucks on first date] [ambrel] [pinmag] [Фишкн.нет] [jwz] |