![]() |
|
kontrola bejbiblusa - stabilna (żartowałam, od 2 dni rejony szczytowe). wczoraj biegiem do pediatry, beznadziejni rodzice zafundowali dzieciakowi pierwszy spacer od razu na dwie godziny, plus matkaw drodze powrotnej zdązyła kupić sobie srebrne buty. i teraz ja się pytam: gdzie są wszystkie worki zx moimi letnimi ubraniami?!?!?!?! bo jak się nie odnajdą do jutra, będę zmuszona pojechać na zakupy, nie moge chodzić w piżamie po miachu (tak, wiem, vinga, że Ty chodzisz na zakupy w piżamie, ale moja piżama wygląda centralnie jak piżama!) wszystko w najlepszym porządku, na dzień matki dostałam leżak ogrodowy z funkcją nienapierdalania pleców przy zajmowaniu pozycji. gdzie leży haczyk? ano w tym, że nie mieści się do sypialni, gdy jest rozłożona kanapa, hihi. Jak dzisiaj przeczytałam na fejsie Kazię, do włosy mi dęba stanęły, że nie tylko ja w rozpaczy uciekam się do poszukiwania zagubionego kolesia przez fejsa albo obdzwanianie znajomych, bo zapomniał wrócić do domu dnia poprzedniego, szczególnie, jeśli jest potrzebny teraz i natychmiast. Boli, boli cholernie samo wspomnienie. Boli, że znajomi nie widzą, jak bardzo ich akceptująca postawa dla towarzystwa młodego taty przy browarze, a nie przy kąpieli albo w szpitalu (albo przy załatwianiu rzeczy, które zostawił na ostatnią chwilę, a nawet i później) pomaga rozwalić związek. a mi się wydaje, że nieumiejętność wymagania od siebie też rozwala. anyway, chuj z bejbiblusem, matka może wszystko, ale wejstoegoblus to dopiero miazga. chodzę na czworakach, kąpię dzieciaka w umywalce, zawód na wszystkich frontach. tylko jak mały ssak szczerzy te bezzębne dziąsła, zanim zaciśnie kleszcze na sutku - to tylko to mnie trzyma na powierzchni. i bepanthen (polecam, regeneracja uszkodzeń w pięć godzin, nie ryczę na samą myśl o karmieniu, tylko cieszę się), i okłady z kapusty, i to, że jeszcze nie wyglądam najgorzej mimo zombiemode'u, trochę teściowa, jak się nie jeży (na szczęście tylko raz jej się zdarzyło, to chyba rodzinne). Dni jeszcze znośne, ale nieprzespaną nocą budzą się demony, o poranku wychodzą na żer, wtedy mam ochotę położyć się na podłodze z głową między nogami i nie słuchać, że trzeba ją przewinąć i nakarmić i przewinąć i nakarmić, i jeszcze być bardzo miła i bardzo uważać na słowa, bo księciunio się żachnie. to do: - zamówić oświetlenie - pediatra z rana - odebrać wypis, zaświadczenie do roboty - zamówić szklarza - dobry karmnik - avocado konto aktywacja (nie ogarniam tych wszystkich systemów rejestracyjnych, ale kb24 ma NAJCHUJOWSZY system ever - parkieciarz, a jakże, bo ciągle niezałatwiony - malowanie - reklamacja okien - AGD w poniedziałek - kuchnia za 3 tygodnie - przewożenie mebli i stuffu (chętnych do pomocy zapraszam serdecznie, może już nie będę ryczeć!) - przemeldunek za trzy tygodnie, po peselu (nic nie powiem nt. pracu urzędu stanu cywilnego i całej tej papierowej biurokracji, która utrzymuje rzeszę darmozjadów pierdzistołków, bo przecież po co, po chuja kiego wydawać pesel przy rejestracji dziecka, lepiej przedymać na drugi koniec miasta, jeeee - dobrze, że do czarnej po pesel dymać nie muszę) [jak wskazuje zawartość notki - generalnie chujowo. a było, owszem, cudownie... tak bardzo mi żal, że minęło :(]
ojezu moje piersi god bless the kapusta z lodówki, wąpierzyca preferuje
znęcać się nad tą okrutnie poranioną brodawką, do tego moje plecy ała
poród to betka w porównaniu z karmieniem ja tu płaczę a ci leżą
darmozjady!
05.12.1985+15.07.1981=17.05.2012 06:03
Malwina, 58 cm, 3800g (c) clanah & waste * * * Trivia: - najgorzej rodzi się, kiedy jednocześnie cztero osoby mówią ci, co masz robić - to samo, ale każda innymi słowami. potem kończy się skurcz, wychodzisz z mode'u AAAAAAAAAAAAAAAAAA i błagasz, żeby następną komendę mówiła jedna osoba - a wtedy cztery osoby zapewniają cię jednocześnie, że oczywiście, będą instruować pojedyńczo; - jak dostałam znieczulenie, właśnie napierdalały słowiki przez okno. mnie też napierdalało... - anestezjolog walnął monolog nt możliwych skutków znieczulenia w konflikcie z dyskopatią. na pewno były to ważne informacje, ale nie przestawał mówić podczas skurczu, więc pamiętam jego wypowiedź jak coś z mtv, przerywane dźwiękiem cenzury [albo raczej AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA]; - ostatnia faza porodu - JEZUS MARIA ŻYCZĘ TEGO KAŻDEMU FACETOWI PO DWAKROĆ; - gdybym wiedziała, że schab tyle waży, nie urodziłabym siłami natury, w życiu; - najcudowniejsza pani doktor na świecie [Orszula approved!] nacięła i zszyła tak, że 38h po porodzie na obchodzie padło pytanie "jak się pani czuje?" i odpowiedź: "cudownie!", która wzbudziła ogólną wesołość wśród obchodzących. no kiedy tak się czułam do wczoraj. Wczoraj nieodrodna córa swojego tatusia przeszła z trybu dra Jekylla w 20h trybu mra Hyde'a i odmówiła współpracy z piersiami przez jakiś gówniany powód (dosłownie). Lolecki również wpadł w mode gestapowca - działo się, że kurwa mać ja pierdolę. Lekarka przyszła mi pogratulować ładnego, biologicznego porodu, a zastała mnie z makijażem inspirowanym ostatnim Jockerem. Oczywiście przy okazji zaliczona akcja z kamieniami zamiast piersi i lataniem po laktator (bo po co znaleźć przez tydzień ten, który jest GDZIEŚ w domu), było kurwa PIĘKNIE, ja wyłam, dzieciak wył, lolecki się darł, piękne dziś pizdy pod oczami, milordzie. Tym gorzej to zniosłam, że przez trzy dni słuszałam, jaki to mam modelowy biust do karmienia i modelowy odruch ssania u małej, proszę państwa, cóż za kombo; a tu taki error, bo żółtaczka i solarium rozwaliły tryb karmienia (długodługodługozmamą - a tu nie można długo), a bardzo chciałabym do niego wrócić. Oczywiście dzieciak od północy przeszedł w tryb standard (=zero darcia ryja na przewijaku i kocham Twoje cycki mamo), jakoś i jej ojciec. Bardzo się cieszę, a w fabryce mleka tańczą i śpiewają.
Ban na pytania: "czy już rodzisz?", "jak tam postępy?" "urodziłaś" i podobne potworności. Co ja, kura nioska z przyciskiem "poród na żądanie"? (Pytanie: "jak tam [postępy]?" było zadawane dziś codziennie od 9 rano, najpierw co pół, następnie co godzinę po tym, jak teściowa nieopatrznie użyła sformułowania, cytuję "rodzi, zaczęło się!", a to znowu była wysoce nieprecyzyjny cytat z mojej odpowiedzi na pytanie "co się stało się?", zadane po tym, jak waste został w domu i odespał sobie tydzień. Zawsze byłam fanką precyzji, więc precyzyjnie określiłam stan z poranka jako: "nic się nie stało, korek mi wypadł i czekamy na rozwój zdarzeń". No, ale skoro "rodzę, zaczęło się!", to trzeba dzwonić, czyż nie? Z każdym kolejnym telefonem szewska pasja increased, wkurwiałam się coraz bardziej i wtem - wszystko się rozmyło, pierdolę, nie rodzę, idę spać. Niestety nadal wkurwiona, gdyż nie umiem znaleźć wodoopornego kinkietu, cd.* Tak, tak, to Bacha dzwoniła.) Dobrze, że został, dobrze, że pojechał malować łazienkę (ja TEŻ wczoraj malowałam łazienkę!), i że załatwił AGD. Niedobrze, że AGD pożarło zaliczkę na drzwi. Skończy się na kołku rozporowym i zasłonce... *Ale znalazłam swoje wymarzone poroże! Odetkało się: znów tendencja zwyżkowa i ruszyła maszyna po szynach ospale - a mi za to spuchły nogi i nigdzie się nie ruszyłam (panieński Fejki gotdejmyt chlip!!!) i nie zrobiłam nic, co przełożyłoby się na jakiś efekt, oprócz kolejnego dowodu na defaultową obecność funkcji menagierskich w tkance mózgowej kobiet - tj. zaplanowałam wszystko na najbliższy tydzień, a on, o dziwo, po dwóch dniach stawania dęba przestał oponować. Podobno w weekend maluje. Mam zamiar mu to ułatwić i w tym czasie nie rodzić. AGD zamówione chwilę przed północą, jutro przyjeżdża stolarz podpisać umowę, Ania machnęła b. fajny projekt, podobno kuchnia w 4 tygodnie, parkieciarz podobno we wtorek, kontakty i włączniki też osadzane tego dnia. Skąd kasę na AGD? AUDIOTELE! A może ściślej: skąd wziąć kasę na raty za AGD? I na zlew, zapomniałam o zlewie! Zostają jeszcze oprócz tego do zrobienia listwy i drzwi. Mam nadzieję, że te drzwi to jeszcze w tym stuleciu... Ale jestem monotematyczna, prawda? Na pociechę dodam, że mam skurcze od dwóch dni (na "Iron Sky" straszyłam Eliz w dramatycznych momentach, że to TA CHWILA, w której odchodzą mi wody), że zrobiłam zapas owsianki i gerberów do szpitala, oraz że drink na bazie zimnej herbaty jaśminowej, mrożonej żurawiny, limonki, kruszonego lodu i cukru trzcinowego jest naprawdę bdb. I b. ładny. PS. Oczywiście, że doceniam! Ale wybłagane i wychodzone, jak pisałam, mniej cieszy. To do do poniedziałku! Pojechałam kupić kratkę wentylacyjną i pojechałam odebrać budowę. Radość trwała jakieś 2 godziny, zanim nie okazało się, że zamknięcie tego etapu nie oznacza automatycznego rozpoczęcia kolejnego w postaci punktów wsześniej wymienionych, bo już można zacząć je realizować. To po prostu oznacza, że można się nimi zająć jutro (jutro... jutro... jutro... jutro... jutro... tro... tro... t...). Kocham zabiegi kosmetyczne w postaci, dajmy na to, obydwu rąk w nocniku. Jest duża szansa, że jutro to z rana pojadę ze szmatami i sprejem po wałki i farbę i sama zacznę myć łazienkę i malować sypialnie. Niestety, nie wkręcam sobie (a bardzo bym chciała). Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że tylko mi tak strasznie na tym zależy, żeby to było zrobione, żeby zakończyć ten etap, że tylko ja widzę sens w tym, żeby po robocie darować sobie paru kolegów, pojechać, zrobić dwa dni wcześniej i iść spać z poczuciem dobrze wykonanej pracy, od początku do końca. Naprawdę mi zależy. Naprawdę mu nie zależy. Tymczasem podczas remontu na balkonie gołębie złożyły gniazda. Będzie Animal Planet dla kotów. Kiedy przyjedzie zamówiony kibel i będzie stał trzy tygodnie w kartonie, czekając na montaż - sprawdzić przed montażem, czy aby jednak jest on tym zamówionym, tj. czy jest w kolorze czarnym, jak zamawiano, ZANIM ZAMONTUJĄ. Panowie otworzyli karton, podrapali się po głowie, stwierdzili, że drugiego nie ma, to montują ten, co jest. Wcale się im nie dziwię. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAARRRRRRRRRRRRRGGGGGGGGGGGGGGHHHHHHHHHHHHHHHHHHHH!!!! MÓJ TRON SZATANA!!!!!!! Odczuwam osobistą porażkę numer 74735659. Trudno. Trudno. Trudno! Teraz czekam na pierun ognisty siarczysty, który oświeci mnie, jak do 15 maja ogarnąć 1) cyklinowanie, 2) lakierowanie 3) malowanie, skoro dziś jest 10. (nie, nie, proszę nie radzić, że to nie mój problem, to jest bardzo mój problem, ja JUŻ chcę tam mieszkać. JUŻ!) mi pedicure z piątku, JA SIĘ ZASTRZELĘĘĘĘĘĘ...
3 dni przed terminem otwieram brzuchem wszystkie serca - poza urzędniczką białostockiego USC, no ale wybaczam, przecież mnie nie widziała podczas rozmowy telefonicznej. Papierologia prawie, prawie, prawie zakończona. W dwie godziny. Jutro podobno ekipa zdaje chatę, co prawda bez malowania (chętnym szeptam niniejszym, że jeśli lubią machać pędzlem, to taki jeden chętnie przyjmie pomoc), bez listew i trzeba pojechać parkiet oraz zamontować lampy, których nie ma, ale... Ale jak patrzę na sterty kartonów, myślę sobie: może byśmy już coś poprzewozili? ;-) Poza tym chcę na "Nazistów z kosmosu", nie wiem, skąd wziąć patyka na AGD i pół patyka na drzwi, i zaraz mnie trafi od drapania oraz absolutnie nie mogę urodzić przed piątkiem 15:30, bo po raz ostatni robię sobie dobrze wyciągając nogi do przodu (choć złamałam zasadę nieumawiania się na 2 dni naprzód). |
|
Menu [archiwum] [księga gości] [stare teksty] [stare zdjęcia] [stare gary] Blogi [Lemingarnia] [tylko spokojnie] [Urosła] [Zazie] [Barbarella] [Greebo] [Pariaska] NIE MAM CO CZYTAĆ: [Sara po bolandzku] [Fej] [Filmmix] [Kazia] [Julietta] [Milka] [Primkoska] [Aditi] [Mania Szewska] [Miduch] [P-li] [Dot.] [Się Ściemnia] [Claudije] [Fean] [Duchy] [Psychosis] [Arienka] [AO] [Cze] [P.] [Cocoluna] Varia [bachór] [PWNED k thx bai!] [okultura] [wulff] [daily] [shapes] [ambrel] [pinmag] |