![]() |
|
przeżyłam dzień bez czekolady, soku pomarańczowego, carbonary i kawy ale co to za życie... Zwolnienia drugi tydzień na finiszu, na horyzoncie jeszcze co najmniej jeden. Pielgrzymki od Annasza do Kajfasza zaliczone. Diagnoza wstępna jest. Ćwiczyć można i trzeba. Siedzieć przy biurku - masakra (widzicie, jak się dla was poświęcam?). Nieco lepiej siedzi się co prawda w restauracji, ale to inna inszość. ;) Nie rozumiem, do czego służy specjalizacja ortopedyczna, bo żaden z dwóch ortopedów widzianych w ciągu tygodnia nie zniżył się do poziomu naocznego sprawdzenia zaawansowania skrzywienia kręgosłupa, o zmianie postawy nie wspominając. Plecy albo są bardzo grzeczne, albo *wtem* nakurwiają jak psia mać, że tylko obłożyć się kocią skórką. Technik magik opracował liste ćwiczeń, poklepał po ramieniu, że bywało gorzej, pogratulował - i grzecznie motywuję się, żeby je zacząć. Bardzo. Powoli. Się. Motywuję. Gdyż. Od. Początku. Zwolnienia. Jestem: - nierozgarnięta - zdezorientowana - niezorganizowana - flejowata - leniwa - rozlazła - zdemotywowana - rozkojarzona - zapominalska - przekładalska - a od dziś jeszcze wkurwiona, że serwis do pralki ODEZWIE się do 5 dni roboczych od dziś, a nie od ostatniej niedzieli, kiedy złozyłam reklamację. WTF? Nie moge kupować więcej namiotów (nie mam co na siebie włożyć) tylko dlatego, że nie mam gdzie uprać tego, co zdążyłam na siebie włożyć. Nie przewidziałam tego w napiętym jak gumki wszystkich moich majtek budżecie. tak, MAJTEK: kolejny przełom, jeszcze wczoraj mieściłam się w MAJTKI, ale 12 godzin później... wieloryb idzie szukać zaginionej motywacji w wannie. Na każdy dzień planuję sobie liste Małych Rzeczy, których nie powinno udać mi się nie zrealizować, ale to wyssana z palca fikcja. Na pocztę szłam 2 dni, a nie 12 minut. Ustawienie 12 par butów w innym miejscu urasta do rangi First World Problems. Umówienie masażu przekładane z godziny na godzinę. Wybranie i zarezerwowanie szkoły rodzenia - wieje grozą. goth, i hate phone calls. I REALLY HATE. A do tego coś, co kiedyś kochałam, naprawdę, a teraz na samą myśl jeżą mi się włosy na plecach: PRASOWANIE. TRZEBA POPRASOWAĆ. AAAAAAAAAAAA. Za to jadaczka mi się nie zamyka, wczoraj z kuzynką przegadałam 6 godzin. SZEŚĆ. o naszych rodzinach, kolegach, koleżankach, zawiedzionych oczekiwaniach i ekspresowym coming oucie w kontekście braku skilli menedżerskich, i takich tam. w tym jestem dobra. w tym i jedzeniu całej listy rzeczy, których od wtorku nie powinnam jeść. Jak o tym myślę, czuję, jak mi rośnie poziom kortyzolu. I muszę wybierać: stres czy masakryczna zgaga, od której dostaję duszności? AUDIOTELE. Dziękuję za uwagę, następna porcja jojczenia w hmmm hmmmyy eeee nie wiem. Jak się ogarnę albo jak w końcu bank odezwie się z Samymi Dobrymi Newsami. Bo w tym tempie. AAAAAAAAAAAA. kartacze w browarmi - v.bdb cudowna kąpiel zakończona masażem z oliwką byłaby też v.bdb, gdyby podczas niej nie przestała mi działać prawa noga, to znaczy działać prawidłowo, aktualnie to na 20-minutowym skurczu nakurwia. rozważam wannę z siedzeniem w nowej chacie albo pierdolę wannę, rozważam prysznic z krzesełkiem na ścianie, jakem marudna lebiega. ale boli, boli, boli, boli, a to jeszcze CZTERY MIESIĄCEEEEEEEE. protestuję, chcę już, natychmiast, właśnie skończyły się te 3 fajniejsze miesiące po tych trzech niefajnych, to zdecydowanie za krótko. dyskoteka pana dżeka nad wątrobą nie jest w stanie tego rekompensować. boli boli boli boli i boli. boli jak psia mać. stan, w którym jestem jednocześnie: - wydęta, wzdęta i nadęta aż do bólu napiętej na bebnie skóry - napchana po czubek przełyku po ostatnim posiłku i - GŁODNAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!! wykańcza mnie i nie podoba mi się to wcale a wcale. jestem prosta i wybaczam wszystko: [nie mogę się doczekać, kiedy juz zrobimy makaron w naszej nowej kuchni] poranki: Dajana chrapie na stercie faktur z astera, Szwagier przynosi stos słomek (baffmyy sieeeem!) wieczory: bitwa na pasty, kto zrobi lepszy (poza moją carbonarą wszystkie jego są lepsze); on rżnie w Minecrafta, ja rżnę we Fruit Ninja. na dnie zaś umawiam, co tam tylko da się umawiać w godzinach, w których normalni ludzie zasuwają za biurkami w ofisspejsach, po czym przez cztery godziny nie udaje mi się wyjść z chaty, bo [wpisz byle jaki powód, każdy dobry, np. "załamywanie rąk nad stertą ciuchów do prasowania i selekcji dzień drugi" lub "trzy kanapki z twarogiem rrrraz!"]. Się doigrawszy - od piątku na zwolnieniu. Co prawda w piątek byłam w pracy i pracowałam cztery godziny (głupia, głupia - zwalam to na karb inwestycji w przyszły spokój okołoporodowy), ale dziś jest ten pierwszy dzień, kiedym mam prawo leżeć i pachnieć przed tym jak jutro pogadamy sobie poważnie z ortopedą. I jestem tym pierwszym wolnym dniem tak strasznie przerażona, że wstałam o 9, zeżarłam prawdziwe śniadanie (cud), doczytałam "Ciężarówkę" (hormony padają na głowę, miesiąc temu: "eeee, ujdzie", dziś zaśmiewałam się do rozpuku), wypastowałam buty i kontynuuję Wielką Przepierę, w tzw. międzyczasie próbując się doszukać płytki z wizualizacją pięknych dwóch dyskopatii: cholera wie, gdzie to w moim pierdolniku jest! Ale ponieważ zaklinam rzeczywistośc, to może jak do końca stycznia powolutku posegreguję, powyrzucam, popakuję i poetykietuję pudła, to dadzą nam w końcu ten cholerny kredyt, psiamać, skoro będziemy gotowi na szybkie przeniesienie? a nuż?... tym bardziej, że na cholerne drzwi czeka się 8 tygodni, a jeszcze niezamówione, bo NIE MA KREDYYYYYTUUUUUUUUUUU AAAAAAAAAA. Poza tym mój niemiły przyzwyczaja się do myśli o Balbince, wczoraj na ten przykład zapakował do koszyka w supermarkecie dwa ręczniki z Hello Kitty. UGH. Róż toleruję wyłącznie w odcieniach okołomalinowych i w ilościach / wersji reprezentowanej przez chaupę Pauli (Pauli, skund wzięłaś takie fajne lampki-pastylki na sznutku, me want!) Wracam do papierzysk, oh where art thou! |2012-01-10|21:08:34|skomentuj|» It's been a hard day's night, and I've been working like a dog... mad dog. na wczorajszy cyrk odpowiedziałam dziś stanowiskiem: pierdolę, nie robię (ale nie poleżałam, bo następnie oddawałam się zdolności bilokacji: domowe spa, sąd, czy jest nóż ceramiczny, bank, lunch z niemiłym, skład tanich książek, lunch2 z mid, poczta - nadanie i odbiór, terapia, dom - dobra zupa, pomidorowa, ale prawie się w tym domu nakrzyczałam - to wszystko w 10 godzin) zostały jeszcze: - lekarz (będę robić oczy kota ze shreka) - masaż umówić - szkoła (to ten moment, w którym przedłużam dziekankę o kolejne x lat) innym szczęśliwym razem. tylko chujnia, że 3 h wczoraj, i 2 dziś (w godzinach 5:00-7:00 a.m.) oddawałam się znajdowaniu racjonalnych argumentów, dla których nie powinnam iść do pracy, niektóre z listy: - plecy (nakurwiają z deczka, tfu: z dnia na dzień coraz bardziej - mam cudownie spłaszczony zad, który poszedł wszerz w związku ze zmianą środka ciężkości) - skurcze (wybudzanie) - krwotoki z nosa (osłabienie) - pilny telefon od doradcy, że księgi wieczyste jutro albo won, - nie jestem cyborgiem i nie będę zasuwac nadgodziny, żeby pan i władca był pleased. i tak nigdy nie jest zamiast powiedzieć sobie: mam prawo 4 razy w roku wypiąć się na kapitalizm! i pierdolić, tak sobie leżeć. grrrrr... babysittowałam dopiero godzinę i skończyłyśmy właśnie bawić się w "kryjówę", gdy w końcu przyszedł "wujek", którego miałyśmy czesać i... nagłym pojawieniem zdestroyował moje skille wychowawcze. Marianna obecności "wujka" powiedziała stanowcze, wyjące weto, ale nie ma tego złego - w efekcie zaskoczenia i stresu dzieciak zasnął w 5 minut, nie powiem, żeby mój ciepły, żelazny uścisk nie miał w tym żadnego udziału. jak na razie najlepsza metoda, nawet siostrę wyprowadziłam nią z równowagi, że tylko mama potrafi znaleźć w dzieciaku przycisk OFF. na pokrzepienie serc zamówiliśmy pizzę i wtem opadła nam para - waste zasnął na dywanie w salonie, a ja w sypialni z dzieciakiem, wisząc zadem z łóżka i oganiając się od młócących powietrze łapin. spała jak zabita. wstaliśmy o północy zmordowani, jak po żniwach w kołchozie. czaaarnooooo wiiiidzęęęęę. a poza tym coś słyszałam, że oswatali mi dzieciaka. nogi z dupy pourywam ;-) Gwiazda pokazała dziś, że jest gwiazdą, nie gwiazdorem. Do tego już gwiazdorzy, a dokładnie: najpierw zwiewała w głąb trzewi, by jej nie podglądać, a potem zmieniła strategię i mizdrzyła się do waste'a, żeby się oswoił z posiadaniem córeczki tatusia. Szlus, przyklepane, i penis już raczej nie wyrośnie (chyba że w głowie). Skoro już wiadomo, zaczynają się małe ideolodramy z rodzaju "ja kontra reszta świata": siostra najpierw nie chciała nic wysyłać, nie znająć płci (odpowiedź moja była na początku prosta: ślij wszystko, co masz, a co nie jest różowe - po tym stejtmencie okazało się, że nie za bardzo jest w czym wybierać, jeśli chodzi o inne kolory...; następnie poddałam się i zakrzyknęłam: ślij wszystko, co masz, nie zmarnuje się - wówczas nie rozumiała: jak można chcieć różowe dresy, nie znając płci (bo chłopak przeciez będzie wyglądał w nich GŁUPIO. argh. GŁUPIO! a jeżeli będzie lubił różowy, to znaczy, że będzie GŁUPI?). Do tego dumny tatuś nie chce iść na kompromis imienny (czyli się zgodzić na moją propozycję ;-)), czym doprowadza mnie do (może nie od razu szewskiej, ale jednak) pasji. Ja za to korzystam z ostatnich podrygów dobrodziejstwa nicnierobiejstwa, jakie przynoszą kochane pieniążki, których nagle sypnęło (to też trochę a propos lat tłustych, po których przyjdą chude) i leżę pod troskliwymi dłońmi, chłonąc relaks. Szkoda, że nie mozna wyspać się na zapas... "Ciężarówką..." ujdzie, na tle podobnych różowomajtkowych publikacji i tak zawiera zdrową porcję DYSTANSU, ja za to z dystansu muszę podejść do jedzenia NIEUSTANNIE (z przerwą na śniadanie), co należy zastąpić opcją PIĘĆ RAZY DZIENNIE, żeby później nie mówić: dziecko, daj żyć. Herzlich willkommen bei uns, Johann! Macham pierwszemu noworocznemu maluchowi, który się pospieszył na świat, widocznie stwierdził, że enough, matka naimprezowała się już wystarczająco i zdążyła nawet z fryzjerem, więc nie ma już na co czekać. Czyli jedno akwarium opróżnione, na tę chwilę oprócz mojego zostały tylko dwa, o ile mi wiadomo. A może ktoś dołączy w tzw. międzyczasie? ;-) (bardzo się stresowałam) W zasadzie pierwszy, od kiedy Kami Scissorhands did my hair, ale za to spektakularny: po zdjęciu ręcznika wyglądałam, jak posiadaczka co najmniej połowy kompletu chromosomów Ronalda McDonalda. And I mean that. Zastosowanie grzebienia zmieniło niewiele, może dlatemu, że miałam na to dokładnie 40 sekund? Postanowienia noworoczne? Nie ma! No, może poza realizowanym od jakiegoś czasu w praktyce: nie przejmować się na zapas, w maju będzie takie urwanie głowy, że szkoda zachodu na tym etapie, dlatego wczoraj najpierw zapomniałam żarcia do roboty, następnie na osłodę wyżera w Dolce Far Niente, na kolację kawa, kawał migdałowej bezy z mascarpone i cointreau oraz koktail jagodowy w oczekiwaniu na kabacką matkę korzystającą z przerwy od karmienia i tulenia, a w czwartek połówkowe USG (pomachamy sobie) i nowa "Halka". Dzięki takiemu trybowi życia zatrybiam wieczorem tego Carnivala, a odsypiam poranki i bardzo sobie ten układ chwalę, wieczorem impreza (i kopniaki), a rano praca (i sen). (zróżnicowana dieta polega aktualnie na tym, że odwiedzam bardzo różne knajpy z bardzo różną kuchnią, przy czym dziecina najchętniej wymusza zestaw: świeży sok pomarańczowy / cokolwiek świeżego i kwaśnego w płynie, pół tabliczki czekolady i solidną porcję tłustego mięsiwa z chrzanem - i domaga się tego gromko, na razie językiem migowym, rzecz jasna, przy użyciu najchętniej nóg. no przecież jej - jak na razie, bo wszystkie dzieciaki na początku są dziewczynkami - nie odmówię.) A, jeśli nowy rok będzie taki, jak Nowy Rok, to będzie sporo spania, trochę seksu, trochę seriali, trochę głupich sucharowych filmów w stylu "5 Elementu", mnóstwo wałówy, której nie ugotowałam i raczej mało towarzystwa - a temu ostatniemu należy zapobiec. Najlepiej niezwłocznie. Będzie też padać, niestety. HAHAHA. Przepraszam, ale nie jestem przesądna, nie wierzę w takie brednie, a co do innych przesądnych bredni, to o płci nie chce mi się gadać nie dlatego, żeby nie zapeszyć, jeno z prostego lewackiego protestu przeciwko różowo-niebieskiej rzeczywistości. |
|
Menu [archiwum] [księga gości] [stare teksty] [stare zdjęcia] [stare gary] Blogi [Sara po bolandzku][Lemingarnia][Urosła] [Zazie] [Barbarella] [Dot.] [Fej] [Filmmix] [Kazia] [Greebo] [Pariaska] NIE MAM CO CZYTAĆ: [Julietta] [Milka] [Primkoska] [Aditi] [Mania Szewska] [Miduch] [P-li] [Się Ściemnia] [Claudije] [Fean] [Duchy] [Psychosis] [Arienka] [AO] [Cze] [P.] [Cocoluna] Varia [bachór] [PWNED k thx bai!] [okultura] [wulff] [daily] [shapes] [ambrel] [pinmag] |